Ślężański trening

Po dłuuuugiej wakacyjnej przerwie wracamy do regularnych treningów i regularnego pisania. A jest o czym. Na początek – krótka relacja z treningu na Górze Ślęży, gdzie przygotowywaliśmy się do Górskich Ekstremalnych Zawodów na Orientację. Impreza ta – już za kilka dni – ruszy w Beskidzie Żywieckim.

Lepiej być nie mogło – zgodnie potwierdziła to cała czwórka pocąca się tej pięknej soboty w okolicach Sobótki. Powodów jest wiele: primo – krótki podkoszulek, 16 stopni, leciutki wiaterek, słońce w pełnej krasie; secundo – sama góra, która wraz z przyległościami oferuje pełen przekrój treningowych możliwości. Potwierdzi to z pewnością cała brać rajdowa, która tereny te objeżdzała i wybiegała na dwóch rajdach Nonstop-u „Góra Ślęża”.

Muszkieterów było czworo, z czego – jak przystało na dobrej jakości rajdzie – skład mieszany, z jedną damą. Mianowicie Mariola, Marek, Czarny i Paweł Dreszer. Pierwsza trójka – znana. Czwarty element zaś – Paweł – to mocno praktykujący górskie bieganie trailowiec, który zamierza spróbować swoich sił w rajdach. Już po samym treningu dopowiedziałem, że czas najwyższy, bo lekkość z jaką kolega Paweł wbiegał na kolejne pagóry, robiła wrażenie.

Przede wszystkim zaś – co powtórzę po raz kolejny – wrażenie robiła sama sceneria. Jesienna feeria kolorów, skrzących się niemożebnie w niskim i intensywnym słońcu plus ścieżynki cudnie przesłonięte dywanem liści, utulone w zboczach skałki, wąwozy i jary, tworzyły – bez porównania – jedną z najprzyjemniejszych scenerii do ostrego przeciorania, jaką mogliśmy obserwować. Tym przyjemniej pokonywało się kolejne podbiegi i zbiegi.

Trochę faktów – przebiegliśmy około 20-22 kilometrów, wbiegając na sąsiadującą Radunię i samą Ślężę. Całość, wraz z ćwiczeniami rozciągającymi i „minutkami” rozpływania się w krajobrazie, zajęła lekko ponad 3 godziny. System był taki, że skoro ja na GEZnO startuję z Mariolą, to my biegliśmy cały czas razem, zaś chłopaki – zazwyczaj pod górę – uciekali nam żyłując się podług własnych możliwości. Efekt był taki, że za dużych strat nie mieliśmy, ale do lekkości i mocy dymania pod górę Marka i Pawła [3 minuty przewagi na podbiegu na Ślężę z Tąpadły] trochę nam brakuję. Osobiście zaś dodam, że na wspominanym podbiegu, zasapałem się konkretnie. Wszak dwudziestominutowy strzał na tętnie maksymalnym to nie to samo co wygodne, plaskate bulwary nieopodal Wisły – upodliłem się dokumentnie.

Do GEZnO pozostało już tylko kilka dni. Marek, najprawdopodobniej, poleci ze Stasiem w kategorii MM [25 km + 20km]. Ja z Mariolą w MIX’ach [20 +15]. Całość rozegra się w Soblówce w Beskidzie Żywieckim. Marek zapowiada potężne i ostre sztajchy [300m do góry na 500 m w poziomie]. Będzie miło. Trzymajcie kciuki.

3 Comments

  1. Wiśnia2010-11-08

    No no fajnie tam mieliście. Szkoda, że ta Ślęża troszkę daleko ode mnie bo może stary Wiśnia wkońu by się z wami poruszał. Napiszcie jeszcze parę artykułów a się tak pozytywnie nakręce, że może wqkońcu się zmusze do treningów i znów razem gdzies wystartujemy. Wiadomo, wszak że Wiśnia to leniwe zwierze do treningu i potrzebuje motywatora hihi. Pozdrawiam was gorąco i motywujcie mnie tak dalej hej

  2. andrzej2010-11-08

    Czołem Wiśnia!
    Dobrze cię słyszeć [czytać] 😉
    Generalnie rozpamiętując Twoje naturalne predyspozycje wytrzymałościowe, to – mógłbym powiedzieć – że nie potrzebujesz trenować 😉 Ale nic z tych rzeczy, wybiegać, wyjeździć, wypocić swoje trzeba. I oby do wiosny – okazji do czwórkowych – dwójkowych rajdów nie zabraknie.
    serdeczności!

  3. Wiśnia2010-11-08

    A tak w ogole to ostatnio znalazłem twój tekst, który poczyniłeś po naszym wspólnym starcie w Bergsonie no i oczywiście bardzo fajnie było powspominać tamte chwile. Było naprawdę ciekawie i fajnie. Myślę, że teraz po takiej przewie to ja bym musiał uważać, żeby nie zasnać na kamieniu i nie zgubić kompana 🙂 Musze powiedzieć, że stęskniłem się za wami Nonstopowicze hihi

Comments are closed.

Scroll to top