Właśnie, BO otagowany!. O co chodzi? W ostatnich dniach sporo analizuję się materiału po debacie wyborczej kandydatów na prezydenta kraju. U nich najczęstszym słowem była Polska, ale też rząd, premier, parlament i tak dalej. Ja w przeddzień debaty startowałem w BikeOriencie. Z jakimi słowami kojarzy mi się ten rajd najbardziej?
Pierwsza myśl: Gorąco. Bardzo gorąco. Strużki potu kapią na mapnik za każdym razem, gdy mocniej nacisnę na kask. Kap, kap, aż do podjazdów, tam ledwo wyczuwalne kapnięcia przeradzają się w cieniutką, ale regularną strużkę fizjologicznego dowodu „wyłojenia”. Ciężko się oddycha, spłycone wdechy nie radzą sobie z rozgrzanym powietrzem. Bo gdzie mi do upałów? Zdecydowanie lepiej czuję się ociekając błotem, dygocząc z zimna i postukując miarowo zębami. Te „zimniejsze” zawody mają to do siebie, że chłodniejsza atmosfera naturalnie bardziej spina do ruchu. Zimno? To przyspiesz, mocniej naciśnij na pedał – zwykle wystarcza. Gorąco?… po prostu napieraj dalej.
I uważaj. Skoncentruj się! . Nie mogę. Skrzywiam niesymetrycznie twarz za każdym razem, gdy popełniam kolejną, nawigacyjną wtopę. Tym razem w Strudze Dobieszkowskiej. Decyduję się na wariant najbliższy kreski, przez las, niknącą ale – podług mapy – prosto na punkt. Po drodze widzę, że większość bikerów obiera inną drogę – asfaltem dookoła. Lepiej? Chyba rzeczywiście lepiej. Sieć nieregularnych ścieżek wzdłuż rzeczki powoduje, że po wielokroć zatrzymuję się by spojrzeć z nietęgą miną na mapę. Nic na niej nie ma, więc pedałuję do przodu. Na punkt 27 wpadam przypadkiem, trochę z lenistwa, a pewno najbardziej z braku mocy. Widząc przewaloną przez ściechę potężną sosnę, decyduję się zjechać bliżej rzeki. Zjeżdżam do samej rzeki i … wpadam na punkt. Bajka.
Idea, by się ścigać przychodzi chyba na dzień przed zawodami. Przeglądając listę startową odnotowuje kilka znanych z innych imprez nazwisk. Że wymienię tylko tych, których znam i podejrzewam o moc zacną: Kaseja, Kiełbasiński, Marcjanek, Niedźwiedziński. Fajnie – myślę sobie. Jeżeli nawigacja nie zawiedzie, piorun nie uderzy, rower wytrzyma to emocji będzie sporo. Swoje możliwości oceniam na pierwszą piątkę. Przypałętało się od Jury sporo mikrokontuzji, które skutecznie wykluczały mnie z cyklu treningowego. A to kostka źle stanęła na treningu, a to kolano, a to po prostu czasu brakło. Ciekawe jest to, że nie wiem nic o swojej dyspozycji. Czy dam radę przejechać pierwsze 70 km roweru na pełnej mocy, czy może delikatnie i z zapasem? Nie znałem na te pytania odpowiedzi. Odbiło się to gdzieś koło punktu numer 27, gdzie totalnie odcięło mi moc . Rower z punktu wyciągałem powoli, ospale, ciężko zbierając powietrze i oddychając jak po sprinterskim finiszu. Na ostatni punkt tego etapu pedałowałem w zatrważającym tempie. Niby prosto, po płaskim, ale mielę na niskich przełożeniach, ciężko i powoli przeżuwając kolejnego batona. I tak do samej mety tego etapu. Czworogłowymi uda telepią skurcze. Co za fatalna dyspozycja!
Choć początek samego rajdu nic takiego nie zwiastował. Pierwszych kilka punktów zdobywam w doborowym towarzystwie Daniela Śmieji i Michała Kiełbasińskiego. Na asfaltach dajemy sobie mocne zmiany i ciśniemy po 35 – 40 km/h. Pewnie zaliczam pierwsze punkty zbliżając się do osławionego Odcina Specjalnego. Czeka nas 12 km interwałowego piłowania po nikłych ścieżkach. Początek rewelacyjny. Mapa gra w stu procentach, więc bez zbędnych przystanków i z pewnością zdobywamy kolejne punkty. Aż do przedostatniego. Ścieżka, którą mamy się poruszać musi delikatnie odbić z drogi. Odbija, ale przechodzi przez gospodarstwo i wpada do niejednoznacznej plątaniny jarów i pagórków. Gubię się dosyć konkretnie, ufnie powierzając swe losy Danielowi Śmieji. Szybko jednak decyduję się obranie własnego wariantu. Klucze w poszukiwaniu drogi ponad 20 minut. Wreszcie po korekcie i głosach od innych bikerów namierzam punkt i ścieżkę. Mija mnie spora grupa kolarzy, którzy obrali wariant północny zaliczania punktów. Jestem pewny, że mają co najmniej pół godziny przewagi i cisnę dalej na blacie wypluwając bezsensownie sporo mocy. Tak! Bezsensownie, bo asfaltem z ostrym wiatrem w twarz staram się utrzymać prędkość oscylującą wokół 27 km/h.
Na metę pierwszego etapu wpadam – jak się okazuje – pierwszy z trasy mieszanej! A jednak! Łapię wiatru w chwiejącą się już łajbę mojej kondycji. Przygotowana wcześniej strefa zmian to mistrzostwo. Ten element przed zawodami dopracowałem do perfekcji, korzystając z metod triatlonistów. Jadąc ostatnie metry na rowerze rozpiąłem spd-y, zbiegłem w samych skarpetkach do budynku gdzie zostawiłem plecak z bukłakiem i batonami, wkładam buty i po – uwaga – 46 sekundach wybiegam na etap pieszy!
No i właśnie. Nie starcza mocy. Kilka minut po wyjściu ze strefy mija mnie pędzący i tryskający świeżością Kiełbasa. Mam w tej chwili nad nim jakieś 5-6 minut przewagi, a znając jego kosmiczne możliwości biegowe, opędzi mnie na tym etapie na miękko. Cisnę, z nogi na nogę, chwiejąc się po wielokroć. Skatowane skurczami czworogłowe co rusz odmawiają posłuszeństwa. Z prawie trzech godzin, jakie spędziłem na tym etapie, ponad 25 minut szedłem. Na tak krótkich zawodach jest to – by liczyć się w czubie – po prostu niedopuszczalne.
Skupiam się na nawigacji, choć ta, dzięki doskonałej mapie, jest precyzyjna i szybka. Jedynie upchnięty między posesjami PK13 powoduje, że klucze niepewnie w jego poszukiwaniu, co rusz odbijając się od płotów i zagród. Ostatnie dwa PK – 3 i 11, robię w pełnym biegu, nie zatrzymuję się ani na chwilę mimo straszliwych bóli w mięśniach ud. Na metę wpadam … 7 minut po Kiełbasie. Mało, cholernie mało. Tak sobie teraz myślę, gdyby tylko stało mocy …. 😉 ale do przyszłości. Sezon jeszcze długi, pól do potyczek i trudno ustawionych Punktów z pewnością nie zabraknie.
To były rewelacyjne zawody . Potwierdzą to z pewnością uczestnicy każdej z tras. A tych na BikeOriencie nie zabrakło. Mocarze dwóch kółek ścigali się na prawie 180 kilometrowej trasie w 11 godzin. Że nie było lekko niech świadczy fakt, że tylko Piotrkowi Buciakowi udało się zrobić całość. Była też Trasa Mieszana, dla fanów AR [70 km MTB + 25 km BnO], ale też mniejsze trasy jak Piesza Rekreacyjna [25 km] i Rowerowa Rekreacyjna [25 km]. Na pustynnym w imprezy sportowym rejonie łódzkim, ekipa BikeOrientu robi kolosalną robotę! Po fantastycznym BOPrologu, jest to kolejna impreza, którą długo będę wspominać!
————————
Zapraszam również do analizy moich wariantów. Chętnie podpatrzę inne warianty i przeloty.
ETAP1 – 70 km MTB
ETAP 2 – 25 km BnO
no chłopie gratulacje ! które w końcu miejsce wycisnąłeś na tej mieszanej?
dzięki! no właśnie – najważniejszego zabrakło! ostatecznie drugie miejsce, jedynie 7 minut za Kiełbasą. po rowerze miałem nad nim kilka minut przewagi, ale na biegu już po prostu nie stykło mocy.
hej, nie znalazłam rubryczki kontakt więc napiszę tutaj… trafiłam na stronę bo kiedyś startowałam w waszych rajdach. Bardzo dobrze je wspominam. Jestem totalnym amatorem ale trasy właśnie dla takich ludzi jak ja sprawiały wielką frajdę. Czy zamierzacie kiedyś wrócić do organizacji takich akcji? A jeśli nie, to czy moglibyście mnie pokierować na strony organizacji, czy klubów, które zajmują się również małymi trasami dla amatorów? Będą bardzo wdzięczna 🙂 Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów! 🙂
Witaj Justyno!
Przede wszystkim – dzięki za odnotowanie błędu, rzeczywiście nigdzie nie ma do nas namiarów! ale już poprawione i na stronie ZESPÓŁ są pełne dane.
Co do rajdów – w tej chwili nie organizujemy już cyklu ani żadnego rajdu. Bardzo możliwe, że jeszcze do tego wrócimy. Tymczasem luka w kalendarzu została wypełniona przez wiele innych i stosunkowo nowych imprez. Z godnych polecenia i wysokich jakościowo polecam rajdy organizowane przez Team 360 stopni. Info: http://www.team360.pl. W tej chwili nic nie planują, ale możesz być pewna, że każdy organizowany przez nich rajd posiada właśnie taką „amatorską” trasę, oprócz dłuższej dla wymiataczy. Wiem, że coś się szykuję – warto zaglądać na ich stronę.
Poza tym całościowy i chyba najbardziej aktualny kalendarz rajdów w Polsce znajdują się na portalu http://www.napieraj.pl. Obecnie nieomal każdy rajd składa się z kilku tras dedykowanych właściwie każdemu. I tak w najbliższy weekand Rajd Orła koło Krakowa, gdzie są przygotowane aż trzy trasy. Później właściwie już nic – poza setkami i imprezami na orientację – to koniec sezonu. W zimę ciężki Bergson Winter Challenge, na pewno rajd 360, a od wiosny już niemal co dwa tygodnie jakaś konkretna impreza.
Pozdrawiam!
Dziękuję bardzo za tak dokładną odpowiedź 🙂 wsiadam na rower i idę trenować 😉