Znów drugie – lakonicznie relację z gliwickiego ścigania rozpoczął Marek. Czy trzeba dodawać coś więcej? Trzeci raz z rzędu obsada dwóch pierwszych stopni pudła wygląda niezmiennie – na topie Waluga – Warmuz, stopień niżej Nonstop Adventure. Można by z tego wysnuć nie lada ideę spiskową, ale defetyzmu siać nie trzeba, bo chłopaki wracają ukontentowani jakością swoich dwudniowych występów.
Zaczęło się (skąd my to znamy) bardzo mocno. Sobotni etap pieszy padł łupem naszego duetu. Liczącą przeszło 24 kilometry trasę scorealufu Marek ze Stasiem pokonali w 2h20min i… nie byli pierwsi na mecie. Kreskę mety przekroczyła osiem minut wcześniej ekipa AZS AWF MASTERS, ale krakowski duet może i szybko biegał, ale po sędziowskiej interwencji otrzymał godzinę kary za brak jednego z Zadań Specjalnych i kolejne trzy godziny za niedozwolone wejście i wyjście z punktu kontrolnego. Cztery godziny kary Mastersów wypchnęły na pierwszą pozycję Marka i Stasia. Wszystko świetnie, tylko przewaga nad najgroźniejszymi konkurentami spod szyldu SALEWA Briko TrailTeam.pl wynosiła … równą minutę! Dużo to? Mało? Miało okazać się dnia drugiego.
Dzień drugi też zaczął się bardzo mocno. Osiemdziesięcio kilometrowy etap pokonywany był głównie na rowerach, choć nie brakowało też kajaków, pieszej orientacji, rolek i zadań specjalnych. Przez pierwszą część trasy prowadzili nieznacznie Marek ze Stasiem. Zwodowali kajaki jako pierwsi, na linowe zadanie specjalne też weszli pierwsi i… w ferworze ostrej walki Stasiu zapomniał z linówki plecaka.
Głupia, pechowa sprawa, ale pozwoliła TT na odjechanie na ponad 10 minut. Później ostra gonitwa pozwoliła odrobić nieco strat, ale krótki stop-czas przed etapem pieszej orientacji (punkty dopiero się rozstawiały) zrównał dwie walczące ekipy fizycznie, choć przewaga stała po stronie ubiegłorocznych zwycięzców. W końcówce zaś dziura w dętce ostatecznie przypieczętowała układ sił. Zespół Salewa Briko TrailTeam.pl wpadł na metę kwadrans przed Markiem i Stasiem.
To jak? Źle? Dobrze? Bardzo dobrze! – Głupio przegraliśmy, pechowo, ale mocy stykło na równą walkę z TT, więc to nas bardzo cieszy – kończy opowieść z Gliwic Marek.