W żołądek Go! – Kierat 2011

Od Kieratu minął już tydzień, wszelakie bóle [jeżeli takowe się pojawiły] zeszły, odeszły w niepamięć. Długiej relacji nie będzie. Bo i wspominać nie ma czego. Swą przygodę z pierwszą w życiu setką na orientację skończyłem bowiem przedwcześnie.

Było tak. Punkt 18:00 poszli! Sporo ich było, bo niemalże 600 ludu. Od początku niezwykle mocno. Na tyle, że pod pierwszy punkt [400 m przewyższenia] prawie nieustanny bieg. Podbijamy, lecimy dalej. Z tym lotem to lekka przesada, bo „coś” powoduje mną, że raz po raz odwiedzam przydrożne krzaki. Nic to, myślę sobie, laremid i po kłopocie. Tak też było. No i fajnie się biegło [cały czas w okolicach 6-8 miejsca] do momentu, gdy zworniki w żołądku puszczają na dobre. Łyk izotoniku – zwrot! Baton – zwrot! Bułka – zwrot! Woda – zwrot! Nad Beskidem Wyspowym widnieje, gdy rzucam ręcznikiem: nie jestem w stanie wlać/wrzucić w siebie cokolwiek. Zrazu wymiotuje. Odwadniam się do nieprzytomności, a przed oczami pagóry mi się przewracają. Niedobrze. Szczęśliwie GOPRówka mija mnie w okolicach 70 kilometra. – Panowie, wycof, koniec, amen – rzucam ratownikom. W samochodzie telepawa. Kroplówka w limanowskim szpitalu stawia mnie na nogi. Baza, pakowanie, wracam do Krakowa.

To tyle. Bywa i tak. Hipotez dotyczących niewydolności żołądka mnóstwo. Może to wlewane na potęgę chemikalia w połączeniu z równie nienaturalnymi żelami energetycznymi? A może trwała wada? Konsekwencja wielu lat trudności żołądkowych? Trudno powiedzieć, pierwsze kroki w stronę profesjonalnej diagnozy podjęte. W każdym bądź razie, szkoda ogromna. Łydka podawała nad wyraz żwawo, do owego 70 kilometra szedłem właściwie bezbłędnie, pewnie obierając warianty i nie obijając się na szlakach. Rewanż 2012 wskazany.

Bo też Kierat to fantastyczna impreza. Jedyna w naszej ojczyźnie górska setka na orientację. Rozgrywana już po raz ósmy zebrała absolutnie ścisłą czołówkę rodzimych setek, a to za sprawą fantu generalnego, jaki można było wyłowić – tytuł Mistrza Polski w Pieszych Maratonach na Orientację. Jego zdobywcą okazał się Maciej Więcek, pokonując trasę w zawrotnym, rekordowym czasie 12h42min. Wśród kobiet triumfowały exaequo Justyna Frączek i Sabina Giełzak, osiągając metę po 16h40min. Pogratulować!

Scroll to top